Ludzie

Opublikowano 9 października 2015 | przez Paweł Montwiłł

2

Krzysztof Antkowiak – w twórczości ważna jest dyscyplina pracy

Spotkanie z Krzysztofem Antkowiakiem było dla mnie podróżą sentymentalną. Do winylowej płyty, którą słuchałem na gramofonie ponad 20 lat temu. Do utworów, które zapadły mi w pamięć w najmłodszych latach.

To uczucie było połączone z ciekawością, którą noszę w sobie, gdy rozmawiam z drugim człowiekiem. Szczególnie, gdy jest to wrażliwy artysta, który na długie lata zniknął z mediów, ale cały czas pozostawał wierny swojej pasji do muzyki – grał na fortepianie i bębnach, śpiewał i komponował. Ma na swoim koncie ponad 1000 koncertów na całym świecie muzykując z różnymi zespołami. Współpracował z Grzegorzem Ciechowski, Edytą Górniak i Justyną Steczkowską.

Jak go poznałem to pomyślałem, że chętnie napisałbym na blogu o przemyśleniach artysty, który od ponad 25 aktywnie tworzy i nie ustaje w dzieleniu się swoim talentem z innymi. W międzyczasie „okazało się”, że zostałem managerem jego oraz projektu SIMPLEFIELDS, który stworzył z Marcinem Domuratem. Po prostu nie potrafiłem przejść obojętnie obok tej twórczości…

Fot. Magdalena Adamczewska

Fot: Magdalena Adamczewska

O czym przeczytacie w wywiadzie?

Podczas rozmowy Krzysztof Antkowiak opowiada o pracy muzyka – długich godzinach spędzonych w studio i o tym, że najważniejsze dla niego są spotkania z ludźmi podczas koncertów, które pozwalają mu przekazać słuchaczom coś od siebie. Jest też przykładem tego, że nawet bez studia za kilkaset tysięcy złotych można nagrać własny album.

Mówi o tym jak radzi sobie z brakiem weny i co zmieniło się w jego twórczości od czasu, gdy wykonywał utwór „Zakazany owoc”.

Życie artysty to droga, a owoce tej drogi oddają klimat miejsc, w których akurat znajduje się twórca. Krzysztof jest tego doskonałym przykładem.

Tworzenie to rytuały i stałe godziny pracy

Paweł Montwiłł: Dla wielu osób praca artysty może wydawać się sielankowa, a tak naprawdę jest to często orka wielu długich godzin spędzonych w studio.

Krzysztof Antkowiak: W twórczości bardzo ważna jest dyscyplina pracy. Są ludzie, którzy wychodzą z założenia, że jak jest wena to wtedy idą i tworzą. Ja sobie narzuciłem rygor, bo nie będąc nigdzie zatrudnionym muszę pracować i muszę mieć efekty.

Po prostu założyłem sobie, że będę codziennie w studio niezależnie od tego czy mam dobry dzień czy zły i będę dłubał. Czasami jest tak, że przychodzę do studia i dwie godziny siedzę i nic mi nie przychodzi – po prostu siedzę i patrzę. Ale jak już zaczynam potem coś robić to zaczynam mieć flow i okazuje się, że te godziny nie były stracone.

Zdarza Ci się, że jakiś utwór powstanie w jeden dzień?

Tak, zdarza się. Utwór powstaje, na przykład w pół godziny albo czasami w 5 minut – siadam i od razu to płynie. Dużo czasu zajmuje jednak jego aranżacja, czyli to, jak go obudujesz. Wiele zależy też od tego czy zostawiasz go z samym fortepianem czy zaczynasz dogrywać do niego dodatkowe instrumenty i brzmienia. Sporo pracy trzeba też włożyć by nadać mu fajne brzmienie.

Czasami siadasz i jest pustka i nic nie idzie, a czasem jest tak, że forma od razu powstaje. Mi się często zdarza, że ta forma się sama zawiązuje. Nie ma na to reguły.

Masz swoje rytuały i stałe godziny pracy?

Regularnie z rana chodzę na basen – staram się 4 razy w tygodniu. To pozwala mi dbać o kondycję fizyczną i psychiczną. Koło 11:00-12:00 zaczynam pracować. Często siedzę do 19:00-20:00 ale zdarza mi się zostawać w studio do 12:00-1:00 w nocy. To zależy. Robię sobie oczywiście przerwę na jakiś obiad.

Jak sobie radzisz z brakiem weny? Masz takie sytuacje, że przez klika dni nie udaje Ci się nic stworzyć?

Tak, pewnie. Mam takie sytuacje. Wtedy odpuszczam, siedzę i odpoczywam. Nie jadę do studia bo wiem, że to nie ma sensu. Bo muszę odpocząć od dźwięków i muzyki. Zwłaszcza jak już skończę jakąś większą partię twórczości to wtedy potrzebuję 2-3 dni resetu. Musisz odpoczywać od dźwięków bo inaczej się zajedziesz. Tak, jak ze wszystkim. Zazwyczaj sam wiem kiedy odpoczywać.

O spotkaniach z ludźmi podczas koncertów

Na Twoich koncertach są ludzie, którzy słuchali Twoich przebojów 20 lat temu, dorastali razem z Tobą. Przychodzą z ciekawości jak zmieniła się Twoja muzyka przez ten czas?

Część dzisiejszych moich odbiorców dorastała razem ze mną i mają jakiś sentyment do tamtych czasów, w których razem byliśmy młodzi. Słuchali wtedy moich piosenek i są teraz ciekawi jak tworzę. I jest często z ich strony niemałe zaskoczenie, gdy się o mnie dowiadują bo przecież wiele lat temu zniknąłem z mediów.

Dla mnie to jest też fajne, że mogę spotkać tych ludzi i dać im coś zupełnie innego, niż przed laty bo w tamtym czasie miałem 15 lat i byłem wykonawcą śpiewającym czyjeś utwory.

Każdy koncert jest spotkaniem jakichś ludzi. To są dla mnie najbardziej istotne w tym, co robię. To jest to, co najbardziej kocham w tej pracy. Niezależnie od tego, czy gram w małej miejscowości, w małym klubie czy gram duży koncert dla paru tysięcy osób. To nie ma znaczenia.

Samotna praca i twórczość to jedno, a to, jak to później utwory rezonują ze słuchaczami to drugie?

Najważniejszy jest koncert bo płyta to tylko pokazanie tego, co masz do zaoferowania muzycznie w warunkach studyjnych. Koncert rewiduje to, czy jest OK czy nie. Czy idziesz we właściwą stronę po wielu miesiącach spędzonych w studio.

To, jak zagraliśmy z Marcinem Domuratem koncert w Teatrze Syrena w marcu tego roku było dla mnie mocnym przeżyciem bo nie wiedziałem jak ludzie to przyjmą. Bo nigdy nie wiesz. Możesz zakładać, że jest nieźle ale nigdy nie wiesz jak to zostanie przyjęte. I to jak to ludzie odebrali było dla mnie potwierdzeniem, że jestem na właściwej drodze.

O nowej płycie

Nowa płyta, którą nagrałeś z Marcinem „Dirt on TV” pokazuje, że można bez profesjonalnego studia stworzyć własny album.

W dzisiejszych czasach każdy może coś stworzyć. Wystarczy jakaś karta dźwiękowa, mikrofon i komputer z oprogramowaniem. Płyta w ramach projektu SIMPLEFIELDS powstała w warunkach niestudyjnych. W tym wszystkim człowiek jest najważniejszy. Oczywiście, jak masz dobry sprzęt za kilkaset tysięcy złotych to wiele rzeczy z punktu zaczyna brzmieć dobrze.

To, co z Ciebie płynie jest jednak najważniejsze. Jeżeli masz coś do powiedzenia to to powiesz – czy to w warunkach studyjnych czy domowych.

Ile czasu zajęło nagranie tej płyty?

Praca nad nią trwała dosyć długo bo sporo czasu poświęciliśmy na miksy – stworzenie przestrzeni w tych utworach, aranżacje czy dopracowanie brzmienia. Półtora roku pracowaliśmy ogólnie nad płytą. Nie nagrywaliśmy jej codziennie. To był proces.

Z jednej strony, wiedzieliście, że macie dobry materiał, że ludzie przychodzą na Wasze koncerty i podoba im się ta muzyka, a z drugiej strony, przez ponad rok był problem ze znalezieniem wydawcy. Finalnie jednak udało się trafić na Agencję Muzyczną Polskiego Radia, która podjęła się zadania.

To był dosyć frustrujący czas poszukiwania wydawcy i byliśmy już na etapie, że chcieliśmy ją wydać sami. Nawet znalazł się człowiek, który był gotowy pokryć wyprodukowanie pierwszego tysiąca egzemplarzy albumu.

simplefields_winieta_prewka-blogPrzykładamy dużą wagę do szczegółów dlatego zależało nam na wysokiej jakości oprawy graficznej. Okładkę do tej płyty zaprojektował Mateusz Gabski, który jest jednym z najlepszych artystów na świecie tworzących murale (namalował m.in. największy mural w Rzymie). To jest człowiek, który zrobił nam tę okładkę bo się zachwycił naszą muzą.

Utwory na płycie to nastrojowa muzyka, która pozwala się zatrzymać i odpocząć. Połączenie jazzu, funky i swingu zachęca do refleksji i odłączenia się od codziennego pośpiechu. Dlaczego zdecydowaliście się na taki gatunek muzyczny?

Z tworzeniem jest tak, że wiele zależy od czasu jaki akurat masz w życiu. Ja byłem akurat w takim okresie kiedy potrzebowałem spokoju w sobie bo zawodowo czułem, że mam potencjał do tego, żeby dawać ludziom to, co mam w sobie, a nie miałem takiej możliwości by to zrobić.

Zacząłem z Marcinem tworzyć by znaleźć dla siebie samego trochę ukojenia.

Pomimo trudnego okresu, jak sam mówisz, udało Ci się jeszcze nagrać nową solową płytę. Co Cię motywowało by wstawać każdego dnia i jechać do studia?

W czasie, kiedy załatwialiśmy z Marcinem sprawy wydawnicze albumu „Dirt on TV” miałem potrzebę wyrzucenia z siebie frustracji i muzyka pomogła mi się oddalić od tego wszystkiego.

Więc ta płyta była akurat szybkim procesem twórczym i powstała w kilka miesięcy. Ona nie jest jeszcze dla mnie zamknięta. Jeszcze chciałbym coś na nią nagrać po polsku. Nie robię jednak nic na siłę – jak przyjdzie na to pomysły to to zrobię.

Do którego utworu na nowej płycie Simplefields masz największy sentyment?

Henry. Marcin uwielbia Charlesa Bukowskiego i napisał super tekst. Myślę, że ten utwór jest najbardziej wartościowy muzycznie.

Plany na przyszłość

Mówi się, że człowiek dojrzewa dopiero w drugiej połowie życia. Czujesz, że zaczynasz być we właściwym miejscu?

Wiesz, czuję od jakiegoś czasu, że jestem we właściwym miejscu i chciałbym by trwało to jak najdłużej. Ten rok jest dla mnie przełomowy.

Co jest dla Ciebie wyzwaniem na kolejne 2-3 lata?

Ciągła praca nad sobą. Chciałbym się rozwijać i poznawać ciekawych ludzi, od których mógłbym się czegoś uczyć. Czuję, że już etap tworzenia samemu się skończył. Nie chcę już nagrywać następnej płyty w tych warunkach, w jakich tworzyłem dotychczas.

Dziękuję za rozmowę!

Strona internetowa Simplefields: http://simplefields.com.
Koncert premierowy – 15 października o godzinie 19:00 w Kinie Elektronik.

Fotografia na górze wpisu: Cezary Prośniak. Zdjęcie pochodzi z wywiadu z dziennikarką Martą Kawczyńską dla TVP Info.


Podobał Ci się wpis? Kliknij poniżej :)

  




  • Dyscyplina pracy jest najważniejsza – i co najważniejsze, sprawdza się to w każdej branży.

  • Nieokreślony czasem zawód ma to do siebie, że człowiek musi samem się dyscyplinować inaczej mało z tego będzie. 🙂

Back to Top ↑