Ludzie Tomasz i Piotr Karwatka

Opublikowano 9 kwietnia 2013 | przez Paweł Montwiłł

3

Tomasz i Piotr Karwatka – od wyrabiania targetow na bazarze do inwestora strategicznego

Tomasz i Piotr Karwatka są w Zarządzie spółki Divante, która zajmuje się dostarczaniem rozwiązań e-commerce dla swoich klientów.

Sprzedali większościowy pakiet, ale traktują to jako inwestycję bo zostają w firmie na dobre i dalej ją rozwijają. To ich pierwszy wywiad od czasu ogłoszenia fuzji z Grupą Outsourcing Experts.

Tomasz i Piotr Karwatka to wizjonerzy o szerokich horyzontach, którzy potrafili wykorzystać doświadczenie zdobyte w poprzednich firmach. Ambitni, konsekwentni i otwarci na współpracę. Otwierając swoją własną spółkę bardzo mocno postawili na dzielenie się wiedzą, tworzenie publikacji na temat użyteczności i samego e-commerce. Tomasz jako Prezes Zarządu, Piotr jako Wiceprezes zarządu od spraw technicznych w Divante Sp. z o.o.

Choć miałem okazję wielokrotnie z nimi rozmawiać na temat ich firmy to zaskoczyli mnie swoimi odpowiedziami w poniższym wywiadzie. Dzielą się wieloma wartościowymi przemyśleniami. Opowiadają o handlowaniu na bazarze, pomaganiu innymi w zarabianiu milionów, nieuchronnej perspektywie śmierci, która nadaje ton wyznawanym wartościom czy o tym, że biznes nie jest dla każdego. Jest też świetna rada na temat szukania inwestorów.

Rodzinny Biznes

Paweł Montwiłł: Jakby nie patrzeć Divante to biznes rodzinny – dwaj bracia, obaj o uzupełniających się kompetencjach. Lepiej nie mogliście trafić. Gdy jeden działa w terenie z klientami, drugi dopilnowuje by produkcja oprogramowania szła jak należy… Trochę jak Steve Jobs i Steve Woznika. Jakie są plusy i minusy rodzinnego biznesu?

Piotr Karwatka: 🙂 To prawda, uzupełniające się kompetencje bardzo dobrze się sprawdzają.

W firmie wszystko jest ważne – wszystko zaczyna się jednak od sprzedaży i marketingu i te elementy nadają obraz prowadzonej działalności oraz kształtują w dużej mierze w naszym przypadku plany i strategie.

Staramy się odpowiadać na potrzeby klientów. Po odpowiedzi na pytanie co jest oczekiwane – potrzebna jest jednak sprawna realizacja. Prawda jest taka, że firma nie rozwijałaby się gdyby kulał jeden albo drugi aspekt. Potrzebna jest między nimi harmonia – w postaci wspólnych celów i grania do jednej bramki.

Z Tomkiem nauczyliśmy się takiego działania już dawno. Od 2000 roku, a nawet jeszcze wcześniej tworzyliśmy wspólne projekty. Np. Magazyn NoName (gdzie de-facto ja też od pewnego momentu zajmowałem się technicznymi kwestiami), oprogramowanie AMIGO Software – m.in. edytor HTML Zajączek. Te projekty dużo nas nauczyły a wspólna firma była konsekwencją tych działań w przeszłości.

Tomasz Karwatka: Nie jesteśmy chyba typowym rodzeństwem – nie kradniemy sobie zabawek. Każdy ma swoje. Wyznajemy podobne wartości, ale mamy inne zainteresowania. Piotra interesuje historia i muzyka, mnie samochody i samoloty 🙂

Paweł: Peldi wspominał, że odszedł z Adobe na swoje, gdy miał już na karku 10 000 godzin praktyki w programowaniu. Czy odchodząc z etatu też mieliście takie przeświadczenie, że skumulowaliście dostatecznie dużo wiedzy i umiejętności by stworzyć biznes?

Piotr: Myślę, że wielu ludzi odchodząc z etatu ma takie przeświadczenie, a potem okazuje się, że tak naprawdę dużo się jeszcze trzeba nauczyć. Tak to po prostu jest.

I ja i Tomek pracowaliśmy w zupełnie różnych firmach (ja – typowy software, serwerowe i desktopowe rozwiązania, Tomek – interactive, usabiity). To były dobre doświadczenia.

Czasami słyszę, że ktoś otwiera firmę bo… nie może znaleźć pracy. To nie jest dobre rozwiązanie. Aby stworzyć działającą firmę trzeba pooglądać jak działają inne podobne, poczuć kulturę organizacyjną, wiedzieć co się chce wybudować. To bardzo ważne.

Ja ze swojej działki mogę powiedzieć, że naprawdę sporo nauczyłem się technicznie pracując w firmach w których pracowałem. Projektowanie obiektowe, inżynieria oprogramowania. To potem procentowało w naszych realizacjach.

Tomasz: Odchodząc z etatu wydawało mi się, że zjadłem wszystkie rozumy 🙂 Generalnie najwięcej nauczyłem się w ciągu ostatnich 2-3 lat. W tym czasie większość realizowanych projektów była już oparta na twardych liczbach. Równolegle zaczęliśmy luźne rozmowy z naprawdę dużymi firmami – potencjalnymi inwestorami.

Miałem okazję poznać kilka osób z listy 100 najbogatszych i zobaczyć jak oni postrzegają biznes. To naprawdę dużo nam dało w temacie wyznaczania wizji biznesu.

Paweł: Co konkretnie dostrzegłeś w postrzeganiu biznesu przez najbogatszych Polaków? Jak to wpłynęło na zmianę Twojego sposobu myślenia przedstawiając to na przykładach?

Tomasz: Jeden z nich zapytał mnie ile potrzebujemy inwestycji. Mówię, że 5 mln i słyszę „o to szkoda, a pomyślałbyś może co moglibyście zrobić z 50 mln… bo wiesz, dyrektor inwestycyjny będzie nas kosztował tyle samo”. Wydaje mi się, że czasem brakuje nam wszystkim większej wizji i wyobraźni.

Paweł: Patrząc na Was z boku wydaje się, że przedsiębiorczość wyssaliście z mlekiem matki. Na pewno jednak każdy z Was musiał w sobie coś przewalczyć przez ostatnie lata. Co sprawia Wam najwięcej trudności w prowadzeniu biznesu?

Tomasz:

Paweł, ja pomagałem mojej mamie sprzedawać pomidory na rynku w Głogowie. Dobrze mi szło i zawsze pod nieobecność rodziców zastępowałem ich i „wyrabiałem targety sprzedażowe” 🙂

Nigdy nie czułem się typowym sprzedawcą, ale lubię rozmawiać z ludźmi. Przedsiębiorczość zaczyna się tam gdzie potrafisz znaleźć problemy do rozwiązania.

Paweł: Czyli przedsiębiorczości nauczyliście się w pierwszej kolejności od rodziców?

Tomasz: Z pewnością tak. Widzę, że wychowanie i wczesna edukacja są naprawdę ważne. Ja chodziłem do podstawówki w małej wiosce ale mieliśmy fajnych nauczycieli i sporo zajęć pozalekcyjnych – to mocno rozwija.

Piotr: W praktyce cały czas trzeba nad sobą pracować. Ja początkowo miałem nastawienie mocno technologiczne. Skupiałem się na projektach, na technologii, realizacji – czasami za mało uwagi zwracając na aspekty biznesowe właśnie i sprzedaż. Z perspektywy czasu oceniam to bardzo letnio. To nie jest dobre podejście gdy prowadzi się swój biznes.

Pierwsza i najważniejsza sprawa to sprzedaż. Bez sprzedaży nie ma technologii, nie ma rozwoju – jest wniosek o upadłość 😉

Przedsiębiorczość może mieć różne znaczenia. Uważam, że kluczowe jest skupianie się na potrzebach użytkowników/klientów. Pamiętanie cały czas o tym, że nie ważne co robimy: oprogramowanie, usługę, marketing – naszymi klientami są ludzie. Komunikacja, obsługa klienta, modele rozliczeń powinny być dla ludzi. Ludzie powinni nas lubić jako firmę i chcieć u nas kupować. To za co nam płacą, to rozwiązywanie ich problemów.

Tomek od zawsze miał do tego dobrą intuicję i mocne ukierunkowanie.

Jeśli chodzi o trudności w prowadzeniu biznesu to każdy kto go prowadzi wie, że generalnie prowadzenie biznesu pełne jest trudności – które ja staram się nazywać wyzwaniami 🙂 Mamy szczęście do ludzi. Wybudowaliśmy bardzo dobre teamy, ludzie nam ufają a my im. I to pozwala nam te trudność przechodzić i się rozwijać.

Przy strukturze spółek w formie Grupy dużym wyzwaniem jest organizacja komunikacji oraz wytworzenie synergii między produktami i usługami. To duże wyzwania.

Paweł: Wskażcie proszę w drugiej osobie jedną cechę, która miała największe przełożenie na sukces Divante.

Piotr: Tomek ma bardzo silne nastawienie na realizację celów oraz potrafi doskonale słuchać klientów i ich potrzeb. Dodatkowo potrafi zbudować wizję tego celu i zmotywować ludzi do jego realizacji. To trzy cechy ale kluczowe.

Tomek: Moim zdaniem u Piotra to jest zabetonowane poczucie wartości i etyki. Pamiętam jak Piotr jako młody uczeń liceum napisał do jakiegoś znanego artysty łamanym angielskim maila, że nie ma kasy na ich płytę i słucha pirata. Odpisali mu, że nie ma sprawy i może słuchać pirata! 🙂 Pamiętam też jak zaraz po zarobieniu pierwszej kasy na programowaniu kupił za gigantyczne na tamte czasy bo bodajże 5 000 zl pakiet Borlanda. Piotr chce być zawsze fair i to pozwala budować długotrwałe relacje.

Paweł: Wydaje się, że udawało się Wam zachowywać balans między życie zawodowym i prywatnym. Potrafiliście brać 3 tygodnie wolnego i jechać na wakacje. To rzadkość przy firmie, która się tak szybko rozwija. Jak Wam się to udawało?

Tomasz: Mi się udaje co rok przez pół roku a potem znowu siedzę po nocach i zawalam rozwój osobisty. Niestety trochę jesteśmy pracoholikami. Nie mogę się zmobilizować do zakończenia licencji pilota bo tyle jest do zrobienia w firmie. Czytam dużo o historii nauki i przedsiębiorstw i moim zdaniem jak chcesz zrobić coś naprawdę DUŻEGO to musisz mieć oczywiście dużo szczęścia ale też naprawdę musisz się temu poświęcić.

W zasadzie większość wielkich przedsiębiorców, naukowców czy artystów to osoby średnio szczęśliwe w innych dziedzinach życia. Niestety.

Piotrek: Z tym balansem nie jest tak prosto. Jest 22:21 a ja odpisuję na maile – jednocześnie nie wstałem po południu 😉 Dodam – dzisiaj to nie jest wyjątkowy dzień 🙂 Mamy świetny zespół. On pozwala nam pozostawiać operacyjne procesy bez naszej osobistej kontroli – to bardzo ważne i to odpowiedź na pytanie o wakacje. Rozwój firmy to ciągłe wyzwania jeśli chodzi o podział czasu, często dla rodziny zostaje go dużo za mało.

Staram się przypominać sobie co jakiś czas, że koniec końców wszyscy umrzemy. To nie nastraja mnie negatywnie, tylko porządkuje wartości. Na łożu śmierci nikt raczej nie liczy złotówek które zarobił ani maili na które odpisał tylko np. żałuje czasu którego nie spędził z kochanymi osobami. Trzeba to odpowiednio wyważyć.

Divante

Paweł: 4 lata to duże tempo by rozkręcić spółkę praktycznie od zera do jej sprzedaży. Czy w 2008 roku zakładaliście, że pójdzie aż tak dobrze? Czy może po prostu byliście optymistami i zrealizowaliście plan optimum?

Tomasz: Od startu do teraz rośliśmy średnio co roku o 60%. W ubiegłym roku o 100%. W najbliższych kilku latach musimy utrzymać 60% wzrost.

Pierwszy raz piszę o tym publicznie, ale moim osobistym planem jest uczynić każdego z udziałowców naszych spółek milionerem 🙂

Piotr: Ja ze swojej strony powiem, że też jestem zdziwiony 🙂 Tak serio, to na początku wcale nie mieliśmy takiej jasnej wizji gdzie będziemy za 4 lata. Wiedzieliśmy, że umiemy robić software, że znamy się na usability – umiemy tworzyć i sprzedawać całkiem spore projekty. To był punkt wyjścia. Potem chcieliśmy rozwijać własne produkty i rozwijaliśmy je z różnymi sukcesami. Zarządzanie wiedzą, system do obsługi wideo, do tego cały czas Internet Software House jako główna noga przychodowa. Szukaliśmy drogi.

W Divante zainwestowaliśmy na starcie po ok. 50 tyś zł każdy – z własnych oszczędności i nie wypłacania sobie wypłat przez pierwszych kilka miesięcy. Wzrosty na początku były na poziomie kilkudziesięciu procent rok do roku. Ostatnie wzrosty oraz prognozy na najbliższe 2-3 lata oscylują na poziomie +60%.

Od pierwszego roku działalności wykazywaliśmy rozsądne (w stosunku do przychodu) zyski. Zawsze chcieliśmy finansować swoją działalność samodzielnie.

Paweł: Co dostrzegliście w e-commerce w 2008 roku, że postawiliście na tę branżę?

Piotr: W 2008r myśleliśmy mocno o eCommerce. Przed rozpoczęciem Divante chcieliśmy założyć firmę skupioną tylko na eCommerce.

Dopiero mniej więcej po 1,5 roku wyznaczyliśmy jeden jasny cel: eCommerce. Po wybraniu jednego celu wszystko stało się jasne.

Decyzje zaczęły być proste: co robimy, co nie robimy, gdzie się rozwijamy. Brzmi jak z książki o motywacji personalnej – ale faktycznie tak się stało. Rynek eCommerce szybko rośnie i pozwala firmom uczyć się popełniając błędy. Z perspektywy można by żałować że tego nie zrobiliśmy wtedy. W 2008 rozwijaliśmy oprogramowanie do zarządzania wiedzą i tworzyliśmy portale dedykowane. Dużo się nauczyliśmy ale może ten czas można było wykorzystać lepiej. Do postawienia na eCommerceskłoniło nas przede wszystkim doświadczenie jakie mieliśmy w optymalizacjach i pracach badawczych dla eCommerce oraz fakt, że ten rynek szybko rośnie i można pomóc klientom zarabiać pieniądze. Wcześniej pracowaliśmy dużo dla działów marketingowych i tam często ciężko było wykazać jakie realnie korzyści przynosi nasz projekt dla klienta.

Paweł: Czy przy pozyskiwaniu klientów duże znaczenie miało dla Was sprzedawanie poprzez dzielenie się wiedzą? Metoda ta świetnie sprawdziła się za wielką wodą. Kiedyś wspominałeś, że przestałeś jeździć na konferencje bo nie dajecie rady obrabiać zapytań…

Tomasz: Edukujemy rynek co przynosi nam sporo leadów sprzedażowych. Te leady są znacznie bardziej wartościowe niż kontakty pozyskane namolnym cold-callingiem. Niemniej trzeba pamiętać, że część klientów nie rozwija się i nie jest zainteresowana edukacją. Nie dotrzesz do nich poprzez dzielenie się wiedzą. W niektórych branżach może być takich klientów większość.

Paweł: Z małej agencji bardzo szybko staliście się średnią i dużą. Jaka była Wasza strategia by zapewnić tak szybki wzrost i wysoką rentowność prowadzonych działań? Skąd czerpaliście wzorce?

Piotr: Stawialiśmy na dobrą obsługę klienta, wykazywanie sukcesów w postaci mierzalnych wskaźników w każdym projekcie, case studies. Za tym szedł marketing i sprzedaż. W eCommerce liczą się fakty i to była nasza strategia. Do tego staraliśmy się zawsze zastanawiać nad tym w jaki sposób pracujemy. Co można usprawnić, jak rozliczać projekty, jak tworzyć wyceny na bazie doświadczeń aby następnym razem już nie dopłacić do projektu 😉 Staraliśmy się uczyć jako firma. Cały czas się staramy.

Paweł: Obserwując Wasze działania od dłuższego czasu mam wrażenie, że za tym wszystkim kryje się u Was mentalność ludzi, którzy mierzą wysoko. Amerykanie nazwaliby to „Think Big”. Nie wychodziliście na rynek z pozycji małej agencji z kompleksami, która pracuje za pół darmo by tylko zdobyć klientów. Nie szarpaliście się o każde zlecenie. Znaliście od samego początku wartość, jaką tworzycie dla klienta, byliście głodni sukcesów i konsekwentni w działaniu. Dlatego wiedzieliście, że trzeba się od początku cenić i dużo dawać klientom w zamian. Postawiliście też mocno na sprzedaż co dało Wam później możliwość szybkiego rozwoju. Dobrze to odczytuję?

Piotr: Tak tak było w istocie. Staraliśmy się celować wysoko i wykonywać swoją pracę oraz dostarczać wartości w taki sposób, jakbyśmy byli większą firmą niż byliśmy w istocie. Dzięki temu w niedługim czasie faktycznie urośliśmy. Firma staje się taka jaką postrzegają ją pracownicy oraz zarząd.

Paweł: Jakieś zabawne historie od kuchni z życia firmy, który miały miejsce?

Tomasz: Jeden z pracowników kiedyś pieczołowicie pozamieniał wszystkie klawisze w klawiaturze Piotra i przykleił całą zawartość biurka na suficie. Zainspirowała go podobno książka „Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie”. 🙂

Piotr: Dużo było takich historii, bo kto z nami współpracuje – ten wie, że jesteśmy firmą o bardzo fajnym i inteligentnym poczuciu humoru 🙂 Zawsze opowiadam historię pewnej telekonferencji z naszego pierwszego biura (w mieszkaniu). Mieliśmy telekonferencje w kuchni, przez Skype z kamerką. W tle było widać… szafki kuchenne, które przykryliśmy dużym kwiatem. Musiało wyglądać pro 🙂 W tym biurze też często nie działał nam Internet, co dla internetowej firmy było nie lada problemem.

Paweł: Patrząc wstecz na te 4 lata. Czy coś zrobilibyście inaczej?

Piotr: Skupilibyśmy od razu się na eCommerce bez rozpraszania innymi zagadnieniami. Tak myślę.

Paweł: Co było dla Was najtrudniejsze w tych ostatnich latach? Jakieś konkretne wdrożenie? Punkt zwrotny w historii firmy? Problem wewnętrzny?

Piotr: Staramy się rozwiązywać na bieżąco problemy i nie pozwalać aby rosły do mega-problemów. Dlatego – może nie brzmi to wiarygodnie – ale nie było takich wielkich problemów które zmieniłyby oblicze firmy. Były projekty na których sporo się nauczyliśmy, jasne. Dużymi wyzwaniami były dla nas pierwsze projekty success fee. Nowa linia biznesu – nie wiadomo jak tworzyć ofertę, jak prowadzić działania. Udało nam się zbudować dział Efektywności E-Commerce w niecały rok i ta linia biznesu zarabia teraz sporo w kontekście całej firmy. To było strategicznie ważne i trudne wyzwanie.

Paweł: Co Wam się nie udało z planów? Wyjście zagranicę?

Piotr: Nie będę za dużo zdradzał. Zagranica – na razie nie dla Divante. Jedna ze spółek czyni kroki za granicą i wkrótce mam nadzieję, będą sukcesy.

Tomasz: Wyjście za granicę. Robienie softu do zarządzania wiedzą w czasach kryzysu i cięcia kosztów w firmach. Zbytnia dywersyfikacja technologii na starcie (np. w pewnym momencie w 10 osobowej firmie robiliśmy w PHP, .NET, iOS, Django). Zbyt szybkie wejście w mobile (2008 rok).

Inwestor

Paweł: Jak wyglądają realia rozmów z inwestorami i dlaczego zdecydowaliście się rozważać opcję sprzedaży pakietu większościowego?

Piotr: W Divante zawsze finansowaliśmy działalność sami – od samego początku bez udziału inwestorów.

Uważam, że inwestor jest dobry dopiero kiedy naprawdę ma się sprawdzony model biznesowy i potrafi zarabiać pieniądze.

Jeśli nie będzie odpowiednich wzrostów, lepiej dla inwestora wpłacić pieniądze na lokatę.

Trzeba rosnąć i to rosnąć jak najszybciej. Nie ma innej drogi. Poza tym wierzymy w kompleksowość oferty i całego procesu eCommerce. Sami nie byliśmy w stanie rozwinąć takich kompetencji, które daje nam branżowy inwestor – OEX. OEX jest bardzo rzeczowym podmiotem, rzetelnie podchodzącym do inwestycji i do prowadzenia biznesu w ogóle. Dobrze nam się rozmawiało ponieważ w wielu aspektach mamy takie samo lub podobne podejście. Dużo nauczyliśmy się i uczymy od większego i dojrzalszego od nas partnera jakim jest nasz inwestor. To też bardzo ważne dla rozwijających się przedsiębiorstw.

Tomasz:

Z OEX zaczęliśmy od wspólnej pracy i projektów. Nic tak nie buduje relacji w biznesie jak wspólne zarobienie pieniędzy.

Sami inwestowaliśmy jako inwestor branżowy zatem dobrze rozumieliśmy intencje i potrzeby drugiej strony. W 2012 szukaliśmy inwestora dla Divante ale także dla naszej spółki Quartic. Tam ostatecznie inwestorem (też branżowym) zostało Codemedia z Grupy Adv.

Moim zdaniem inwestorzy branżowi w Polsce patrząc tak średnio to mają lepsze pojęcie o biznesie niż VC.

W Polsce w różnych funduszach i VC często siedzą ludzie którzy dorobili się na dziwnych tematach (często mało technologicznych) i niektóre rozmowy z nimi były zabawne. Na pewno fajnie się rozmawia z Krzyśkiem Kowalczykiem i Bartkiem Gola – ich mogę polecić. My preferujemy jednak branżowych bo chcemy szybkich efektów a pieniądze są jedynie środkiem. Natomiast inwestor branżowy ma zazwyczaj kontakty, wiedzę i zasoby.

Paweł: Właściele Slicehost, którzy sprzedali swoją firmę do Rackspace’a w jednym z wywiadów powiedzieli, że okres rozmów z inwestorami był dla nich szalenie stresującym. Jak było u Was? Odetchnęliście z ulgą po zamknięciu transakcji?

Piotr: Myślę, że takie rozmowy zawsze są stresujące. Dużo decyzji trzeba podjąć, często wiążą się z tym co robiłeś przez ostatnie X lat na 250% etatu 🙂 Więc nie są to decyzje czasami łatwe. Ale w naszym przypadku nie wiązało się to z jakimś ogromnym stresem. Rozmowy odbywały się w atmosferze zaufania i poczucia, że wszyscy chcą aby firma dalej się szybko rozwijała. To jest kluczowe aby się porozumieć.

Tomasz: Jak masz dobry biznes a nie wydmuszkę to nie ma się czym stresować. Nam się bardzo dobrze rozmawiało a wszelkie audyty naszej firmy były bardzo pouczające.

Paweł: Wiele osób marzy o takim scenariuszu – zbudować i sprzedać. W Polsce udało się to w tej młodej branży garstce ludzi. Co dalej? Jakie kolejne cele przed Wami? Czy zamierzacie wspierać jakoś ludzi, którzy są na początku swej drogi w biznesie?

Piotr: Nasz scenariusz to nie był zbudować i sprzedać. Nigdy tak nie patrzeliśmy na biznes. Chcemy dalej mocno rozwijać Divante bo mocno w to wierzymy. Bez inwestora robilibyśmy dokładnie to samo, tylko, że wolniej. Mamy wiele celów – teraz chcemy skupić się na maksymalnym wykorzystaniu synergii z wahlarzem usług i produktów naszego inwestora.

Czy zamierzamy wspierać ludzi na początku drogi w biznesie? Nie czuję się mentorem, ale czemu nie. Do tej pory podejmowaliśmy już kilka inwestycji w ciekawe biznesy i to jest OK. Chętnie mogę – o ile będę potrafił pomóc komuś kto przyjdzie się poradzić albo zapytać o zdanie. Natomiast nie mamy na razie jakichś celów typu założenie inkubatora albo udzielanie się jako mentorzy w startup-sprintach/festach/hackathonach. Trochę nie mamy na to czasu, aczkolwiek szkoda bo bardzo podobają mi się takie przedsięwzięcia.

Tomasz: Ciągle wspieramy ludzi, którzy są na początku drogi w biznesie. W WellCommerce to większość klientów. Staramy się dać im wszystko co potrzebne by ich biznes się powiódł. Naszym celem jest teraz rozwinięcie Divante do najlepszej firmy eCommerce w tej części Europy. Bardzo dużo pracy przed nami.

Paweł: W USA często się zdarza, że właściciele po sprzedaniu swojej firmy udają się na kilka miesięcy zasłużonego wypoczynku (sabbatical), często w jakieś egzotyczne miejsca. Czy Was też kusi by trochę odpocząć od pracy?

Piotr: Nie, za dużo mamy do zrobienia 🙂

Tomasz: Zbyt lubię swoją pracę. Wystarczy mi 3 tygodniowy urlop 🙂

PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ

Paweł: Zainwestowaliście w kilka ciekawych projektów by stworzyć wokół siebie ekosystem komplementarnych rozwiązań. Rozmawiacie z wieloma przedsiębiorcami. Wiecie też jak to się rozwija zagranicą. Co musi się jeszcze zmienić w mentalności osób prowadzących biznes w Polsce?

Piotr:

Myślę, że nie można promować podejścia, że „startup jest dla każdego”. Nie jest. Dużo osób zdecydowanie będzie szczęśliwszych na etacie.

Teraz jest moda na otwieranie własnych firm. Kultura startupowa zaczyna przechodzić z ery odrodzenia do ery baroku.

W Polsce jest bardzo dużo przedsiębiorczych ludzi i dużo firm z sukcesami. Nie jesteśmy rynkiem takim jak USA gdzie jest miejsce na super odjechane innowacyjne pomysły. U nas nikt za to nie zapłaci. Potrzeba za to bardzo wielu rzetelnych, dobrze wykonanych rozwiązań.

Paweł: Czy barierą rozwoju przedsiębiorczości jest brak kapitału czy może jest większy problem z dobrymi pomysłami o chętnymi je realizować osobami?

Piotr: Nie wydaje mi się aby jedno lub drugie było barierą. Jest bardzo wielu ludzi, którzy mają świetne pomysły. Kapitał jeśli jest potrzebny też może się znaleźć. Problemem jest raczej dopasowanie poziomu pomysłów do rynku, na którym chce się działać. Wyczucie co jest potrzebne i za co ludzie są w stanie płacić to jest klucz. Jeśli ktoś potrafi przewidzieć za co ludzie będą w stanie płacić za rok i zrobić to 4 mc wcześniej to być może wygrał 🙂

Tomasz:

Barierą jest chyba brak kapitału na ryzykowne rzeczy. My takich nie robimy ale swego czas gdy z Maćkiem Białkiem rozwijaliśmy PromoRing.pl to mieliśmy prosty pomysł z super szybkim wzrostem i… faktycznie potrzebowaliśmy kasy. Niestety oferty jakie dostaliśmy od rodzimych VC można by porównać do „chwilówek”.

Umowy konstruowane na zasadzie „jak nie wyjdzie to kasę nam oddacie, a jak wyjdzie to połowa firmy nasza” 🙂 Podejrzewam, że młodzi ludzie tworzący dziś dość ryzykowne projekty – np. gry, borykają się z czymś podobnym. Tak jak zauważył Piotr – warto szukać inwestora na rozwój czegoś co już działa. Jeśli chcesz przetestować pomysł to lepiej pożycz od rodziny, zrób to po godzinach lub weź mały kredyt z banku. W innym wypadku skupisz się na robieniu prezentacji i arkuszy zamiast na robieniu produktu.

Tagi:


Podobał Ci się wpis? Kliknij poniżej :)

  




  • Pingback: Tomek i Piotr Karwatka()

  • Tudzież skorzystaj z crowdsourcingu – to odnośnie ostatniego akapitu.
    Poza tym mnie szczególnie urzekło wspomnienie o kulturze organizacji i lotnictwie 😉

    • Karolina, chodzi Ci o crowdfunding? Czyli pozyskiwanie funduszy na biznes od społeczności? W crowdsourcingu chodzi o zdobywanie pomysłów i wsparcia w postaci usług.

Back to Top ↑